| |
 |
| |
Jarosław Mikołajewski
Ja
Moja wieczność to moje córki. Dla pisarza to może dziwne stwierdzenie – przecież pisarze, zwłaszcza poeci, często zgłaszają ambicję nieśmiertelności. Ale ja nie mam złudzeń. Już w pierwszym tomiku, w tytułowym dla książki wierszu „A świadkiem śnieg”, napisałem:
„Wieczność jest właśnie tą chwilą,
ja wiem, że w niej nie przeminę –
a świadkiem śnieg,
co spod butów odpływa pod chodnik”.
Mówiąc, że wieczność jest „właśnie tą chwilą”, myślałem o chwili, kiedy czuwam nad śpiącą córką. I tak pozostało do dzisiaj – szczęście córek, ich spokój i harmonia, ich cisza, w której słyszą same siebie, jest dla mnie najlepszą książką, jaką mogę napisać. Dlatego jedyny prawdziwy mój obraz jest w nich. Powiecie, że „ja” z portretu Marysi nie przypominam „mnie” z portretów, które narysowały Zosia i Julka... Nie szkodzi – to, że samego siebie nie przypominam, to też jest ważna prawda, jaką mają do powiedzenia moje córki. Jeśli naprawdę chcecie mnie poznać, pomyślcie o wszystkim, co łączy te trzy rysunki – gdzieś tam, na skrzyżowaniu kresek, jest moja prawdziwa twarz. Aha, bym zapomniał – no i czytajcie czasami moje wiersze oraz tłumaczenia z moich ukochanych pisarzy, zwłaszcza włoskich. Bo niekiedy nie tylko do córek się przytulam, lecz także do słów – one również potrzebują czułości.
zobacz książki tego autora |
 |
|